Wyprawa dookoła świata
rodziny Łopacińskich

Po rocznym przejeździe przez wszystkie
kontynenty planujemy wrócić do Polski
w połowie 2015 roku.

Wyniki wyszukiwania dla tagu: 2014 lipiec


Blue Hole National Park - Belize

Park Narodowy Blue Hole. Dzieci pierwszy raz w życiu wspinały się w jaskini i kąpały w podziemnym jeziorze. Po godzinnej wspinaczcie przez dżunglę, znaleźliśmy naszą nagrodę: blue hole. Szmaragdowe jeziorko z zimną wodą, która w dzisiejszym upale była super.

szkoły świata - Belize

Byliśmy gośćmi wakacyjnej szkółki biblijnej. Dziś spotkaliśmy się z dziećmi z miasteczka San Ignacio. To nie była prezentacja, jak w Gwatemali, bo dzieci mają tu zimowe wakacje. Tak, tak, naprawdę: zimowe. Trudno i nam w to uwierzyć, bo prażymy się w 40 stopniowym upale i tylko w trakcie króciutkich deszczy można lepiej poddychać.

Caye Coulker

Pierwszy raz widziałem na żywo wielkiego żółwia, krowę morską i płaszczkę. W innym miejscu rafy kapitan rasta, oczywiście z długimi dredami poprosił, abyśmy przygotowali się na mocne wrażenia.

Przypłynęły rekiny.

Dwumetrowe kolosy pływały koło nas ocierając się o nasze ciała. Kapitan rasta zabrał jednego na ręce i podał nam go. Rany, trzymaliśmy z Wojtkiem rekina, który spokojnie leżał sobie i jakby drzemał w naszych ramionach…


kuchnia w Belize

Wszędzie króluje tu kurczak, fasola i avocado. Z Belize jednak wyjadę z smakiem langusty z Caye Caulker. Najpierw zjedliśmy ją z omletem do śniadania a potem na kolację. Nie była to romantyczna kolacja przy blasku świec, tylko brzydki bar i posiłek w kąpielówkach. Smaku jednak nie zamienię na najlepszą restuarcję.

Belize City

Belize City było kiedyś stolicą i największym miastem w Belize. Baliśmy się tego miasta. Mieszkająca tu Karolina od 2 miesięcy mówiła nam, że w niektóre części miasta nigdy się nie zapuściła a pierwszym jej zakupem był samochód, żeby nigdzie nie chodzić na piechotę. Szczególnie uprzedzała nas przed tą częścią miasta, w której jest dworzec autobusowy. Hmmm, to tam, gdzie pierwszego dnia szwendałem się z 40 minut w poszukiwaniu kafejki internetowej. Ulice są pełne rastamanów.

blog Lusi - nurkowanie w Belize

Ostatnio dużo się działo. Niedaleko Belize znajduje się wyspa Ki Koker. Postanowiliśmy z rodzimi tam popłynąć taksówką. To była wodna taksówka.


Meksykański lew na początek

Po całonocnej jeździe z Belize City “komfortowym” (po meksykańsku) autokarem ALDO dotarliśmy do Cancun około 6 rano. Czasami spóźnienia podobają nam się, bo planowo pownniśmy wysiąść w Meksyku po 4 rano. Nasz autokar psuł się z 4 razy i na koniec wymienili go na inny pojazd, który nie dał rady nadrobić spóźnienia.

Cancun przywitało nas 44 stopniami gorąca. My umieraliśmy z gorąca a Meksykanie cieszyli się, że tej zimy jest całkiem chłodno. Pierwsze kroki skierowaliśmy na plażę. Cancun to ważne miejsce dla wszystkich kochających kąpiele w oceanie i wielkie piaszczyste plaże.


Tulum u Czarka i Wioletty

Na piasku zobaczyliśmy ogromną żółwicę Znosiła jaja. Musiała się zdrowo namęczyć biadaczka, bo największe gatunki tych gadów potrafią złożyć do 200 jaj w jedną noc.

Naszą żółwicę nazwaliśmy Zosią, bo tu jest tradycja obdarowywania żółwic ludzkimi imionami swoich babć. Zofia to imię mojej babci. Ewa i Gosia, czyli mama i teściowa zostały już “wykorzystane” poprzedniej nocy, gdy obserowalismy inne dwa “porody”.

Zofia tak sie wymęczyła, że nie mogła wygramolić się spod leżaków. Gdy pomogliśmy jej z jakimś Francuzem, odsuwając dwa leżaki zablokowała się na drewnianym słupie od baldachimu. I tu już sprawa nie była taka prosta. Zofia nie kumała, że powinna włączyć wstęczny bieg i napierała na słup, który zablokował się pomiędzy pancerzem i prawą płetwą. Postanowiliśmy przesunąć Zosię, co nie było proste. Żółwie olbrzymie potrafią przekroczyć 300 kg wagi a Zosia należała do tych osobników, co nie stronią raczej od Mac Donalda i coca coli. Zapraliśmy się we dwa chłopa i ledwo, ledwo, stękając i zipiąc przesuneliśmy naszą gwiazdę 10 cm, ratując jej pewnie życie.


Cenote

Nie pojechaliśmy do tych katalogowych i mocno reklamowanych. Byliśmy w cenotach, w których czas spędzali lokalni. W jednej z nich trzeba było odstraszać nietoperze, które wkurzone latały w kółko po jaskini.

Podobno marzeniem każdego nurka jest eksploracja jaskiń wapiennych, które tylko tu występują w takiej liczbie. Podwodna, czysta, krystaliczna woda oświetlana jest tysiącami, przedostających się przez wapienne otwory, promieni słonecznych. Wystające z dna i sufitu stalagmity ze stalaktytami potęgują jakieś dziwne, magiczne wrażenie. Człowiek czuje się, jakby był jakimś odkrywcą, który właśnie ma dokonać wielkiego znaleziska.


blog Lusi- Belize dzień pierwszy

Dzisiaj spałam pierwszy dzień w Belize. Ha, nawet nie wiedziałam, że jest takie państwo na świecie a teraz w nim śpię.

Tu jest magicznie: śpimy w wielkiej przyczepie kempingowej z dachem z liści palmowych. W 2 miejscach są gniazda ptaków a w nich mamy, wysiadujące swoje jajka. 2 razy dziennie tata-ptak zmienia się z mama-ptakiem.


Campeche i Piraci z Karaibów

Campeche, miasto Piratów z Karaibów. Krótki przystanek w drodze z Meridy do San Cristobaldo. Przyjechaliśmy zmęczeni późnym wieczorem z Chichen Itza i od razu na dworcu wygarnęliśmy pierwszego zonga. Nasz host nie potwierdził obiecanego wcześniej noclegu i o godzinie 21 zostaliśmy na lodzie.

Pierwszy w tej wyprawie problem z noclegiem?”- pomyślałem.


Jaka Tuxtla jest brzydka

siedzieliśmy pod drzewem migdałowym, zajadaliśmy koniki polne (więcej napisze na blogu kulinarnym z Meksyku) albo inne insekty i raczyliśmy się czystym, po deszczu powietrzem.

Jutro Kanion de Sumidero. Jeden z największych kanionów Ameryki.


Kanion Sumidero

Kanion Sumidero, formował się około 5 milionów lat temu. Najwyższe wzniesienie sięga 1 kilometra a nasz zachwyt był jeszczę większy. Dziś zrozumieliśmy dlaczego wszyscy przyjeżdżają do brzydkiej Tuxtli. Kanion jest tym magnesem.

Chociaż o samej Tuxtli też zmieniamy powoli zdanie. Odwiedziliśmy El Parque de la Marimba, gdzie wieczorami lokalni słuchają muzyki i tańczą. Fajna atmosfera ogarnęła i nas.


Meksyk, Merida

Spotkanie z dziećmi z okolic Meridy miało szczególny wymiar. Dzieciaki przyjechały w wakacje na zaproszenie prezydenta, aby zapoznać się z zabytkami miasta. Cały półwysep Jukatan jest zamieszkany przez Majów. Dzieci często nie używają w swoich domach języka hiszpańskiego i nie integrują się z historią Meksyku, od czasów kolonialnych. To duży problem dla państwa, które chce zintegrować tak dużą i zżytą społeczność.


Gwatemala po raz drugi

Już na granicy Gwatemala przywitała nas po swojemu. Pas graniczny znajduje się na rzece i widać dwa przejścia. Jedno górą- oficjalne i drugie- rzeką pod mostem, równie “oficjalne”, choć bez konieczności posiadania paszportów. Dziesiątki ludzi rozbiera się do majtek i brodzi rzeką na drugi brzeg. Stojący na moście przechodnie, celnicy i policjanci patrzą sobie spokojnie, jak idzie tamtym walka z silnym prądem.

Punkt gwatemalskiej kontroli granicznej w Tapachuli oddalony jest od meksykańskej straży granicznej 150 metrów. To wystarczająco dużo dla pomysłowych spekulantów, aby wyciągać od turystów pieniądze.


blog małego Wojtka- nurkowanie na wyspie Caye Coulker

Wczoraj wjechaliśmy do Belize City, a już dzisiaj jesteśmy na bardzo fajnej wyspie Caye Cauker. Jest mała i nie ma żadnej plaży, nie licząc tych hotelowych. My nie przejęliśmy się tym i rozłożyliśmy się na placu zabaw dla dzieci. Podczas rozkładania koło nas przechodził jakiś Polak. Zaczął z nami rozmawia, bo usłyszał język polski i zaciekawił się kim jesteśmy. Później zostaliśmy bardzo dobrymi kolegami. Ale do rzeczy. Podczas rozmawiania tacie chciało się pić i powiedział o tym. Pan Norbert podszedł do palmy i urwał kokosa a scyzorykiem zrobił dziurę. Potem dał nam go do picia. Dzięki temu wypiliśmy 3 kokosy.


blog małego Wojtka- Lew Tobi

Dwu miesięczna maszyna do zabijania. Jeszcze miesiąc i nikt z ludzi jej niedotkanie. Prawdopodobnie byliśmy jednymi z ostatnich ludzi, jacy z nim się bawili. Taki właśnie był Tobi- mały lew. Spotkaliśmy się z nim, żeby się pobawić i zobaczyć jak na raz je pół kurczaka. Jego „wybieg” mieści się jakby w małym zoo agro turystycznym. Są tam konie, dzikie gęsi, które skrzeczą, jak ktoś wchodzi na ich teren. Są tam też kury, jaszczurki i psy.

Gdy weszliśmy już do miejsca, gdzie Tobi żyje, zobaczyliśmy go wreszcie. Bardzo chciałem dotknąć prawdziwego lwa.


blog małego Wojtka- żółwie z Tulum

Dziś zamieszkaliśmy w domu Polaków!!!!! Dom nazywa się Villa Latina i mama mówi, że jest bardzo romantyczna. Stoi dosłownie 10 metrów od morza. Wieczorem na plażę naprzeciwko wychodzą żółwie i składają jajka. Gdy dowiedzieliśmy się o tym, zdecydowaliśmy się pójść na plażę z naszymi nowymi, niedawno poznanymi kompanami: Czarkiem i Violettą.


blog małego Wojtka- Carlos z Campeche

Campeche po pirackie miasto. W przeszłości było często rabowane przez tutejszych piratów. Ulice w mieście wyglądają, jak te w Barcelonie, powiedziała mama (bo była w Barcelonie z tatą pare miesięcy temu) Są to małe i bardzo wąskie uliczki z maksymalnie 3 piętrowymi kolorowymi budynkami. Ulice wysadzone są kamieniami, nie ma asfaltu. Zapowiadało się pięknie, a było jak zawsze jeszcze fajniej.

Na dworcu autobusowym byliśmy bardzo późno, więc tata od razu siadł do komputera, żeby dowiedzieć się o nocleg w couchserfingu. Okazało się… że ten ktoś przestał nagle odpowiadać i nie podał swojego adresu

.

Postanowiliśmy spać na plaży w namiocie i wyszliśmy na ulicę, złapać stopa.


El Salvador- dzień pierwszy

p>Wjechaliśmy do 4-tego państwa naszej wyprawy. Do El Salvadoru przyjechaliśmy na zaproszenie ich Ministerstwa Turystyki. Na granicy przywitał nas miły urzędnik i pod ochroną 2 policjantów odwiózł do górskiej agroturystyki.

Śpimy w drewnianym domku w środku dżunglii. Prąd jest tylko wieczorami, przez parę godzin. Zresztą po co potrzebny prąd, jak nie ma internetu?


Meksyk

Ceviche- Nasza specjalność. Zmarynowane w soku z limonki krewetki (najczęściej koktailowe, ale w droższych wersjach większe też się zdarzały) podawane z cytryną, pomodorami i kolendrą. Robią je w restaurcjach, ale najlepiej smakują w plastikowym kubku, przygotowane na motorze lub w bagażniku auta.


Joya de Ceren- kolejne wykopaliska Majów

Z górzystego Ruta de las Flores samochód Ministerstwa Turystyki zabrał nas do stolicy. Ogólnie ilość obsługujących nas osób przez tydzień pobytu w El Salvatorze była równa naszej rodzinie. Mieliśmy zawsze ochronę 2 policjantów, pana kierowcę z Ministerstwa i przewodnika. Tak dobrze jak tu, to jeszcze nam nie było ☺
TOP
CMSDEMO

Jedziemy z dziećmi dookoła świata

Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat