W Hondurasie nie mieliśmy zarezerwowanej szkoły. Spacerując po stolicy, Tegucigalpa weszliśmy do pierwszej spotkanej szkoły podstawowej. Dyrektor okazał się światłym człowiekiem i zgodził się na naszą prezentację. Następnego dnia o 8 rano czekało na nas 200 dzieci.
Znów było magicznie. Dwójka zwykłych polskich dzieci opowiada łamanym hiszpańskim o Polsce i Toruniu. Dzieciaki pokazały kolegom z Hondurasu polską flagę i historyczne pierniki z Torunia. Niestety tylko je pokazaliśmy, bo skończyły się :)
Mieliśmy niespodziankę, bo dyrektor na koniec prezentacji, przyniósł 4 kubki coca coli, 4 baleadas z fricholes i 4 torebki zielonego mango z solą i chile. Masakra. Jak oni mogę jeść owoce z solą na pikantno...?
Odwdzięczyliśmy mu się prosząc o powtórzenie "konstantynopolitańczykowianeczkówna" . Poddał się w połowie.
Na koniec uparł się, że nas nie puści bez obstawy i musieliśmy wracać do domu z policjantem. Honduras jest najniebezpieczniejszym państwem świata a Tegucigalpa zajmuje 6-miejsce na liście najniebezpieczniejszych miast. My zupełnie tego nie odczuwamy. Niebezpiecznie jest w nocy a zamachy przeważnie dotyczą członków grup przestępczych. Nasz policjant odprowadził nas do domu a my po odłożeniu rzutnika i laptopa, wróciliśmy sami tą samą drogą do centrum.
Plan na kolejną szkołę, to Nikaragua. Też nie mamy żadnych kontaktów na szkołę w Nikaragui. Będziemy więc improwizować.