Do Paragwaju przyjechaliśmy na jeszcze krócej niż do Urugwaju, bo byliśmy tu tylko kilka godzin. Wszystkie restauracje były zamknięte, więc zjedliśmy z Wojtkiem pieczonego w cieście kotleta wołowego, który kupiliśmy na ulicy. Kupiliśmy go w motorowej restauracji. Facet przyczepił sobie do motoru skrzynkę i wypełnił ją jedzeniem. Teraz jeździ sobie po ulicach i sprzedaje specjały.
Spróbowaliśmy też zupy, którą je się widelcem, albo bezpośrednio ręką, bo nie ma w niej wody. Sopa paraguaya jest typowym daniem w Paragwaju, no bo gdzie by mogła być typowa, jak nie w Paragwaju…
Wygląda jak słodkie ciasto, ale jest upieczoną zupą, ponieważ w trakcie procesu produkcji wygląda, jak zupa. Do żaroodpornego naczynia wlewamy mleko z sere mi mąką kukurydzianą oraz inne dodatki, na życzenie. Ja jadłem mięsną odmianę z kawałkami wołowiny. Potem w piekarniku wszystko się ścina i otrzymuje wygląd ciasta.