El Salvador- kolejne państwo w Amerce Łacińskiej nie może postawić w kuchni na jakieś wynalazki. Tu również króluje mais, czyli kukurydza. Salvadorczycy chcieli jednak być choć trochę oryginalni i zastąpili meksykańskie tortille swoimi pupusami.
Ja zakochałem się w soupa de pollo. To taki salvadoriański rosół. Podawany jest z dwoma tortillami, dużą ilością warzyw i wielkim kawałkiem kurczka, więc można taka zupą zaspokoić spory głód. Smakuje jednak zupełnie inaczej od naszego rosołu, bo gotuje się go, oprócz marchwi na innych warzywach. W zupie pływa guisquil (łiskil), elote, chufles i juka.
Słabszym daniem były długie ciasta wielkości banana. Tamales to mąka kukurydziana wymieszana z warzywami. My jedliśmy tamales de elote. Nikomu nie przypadły go gustu.
Za to fajnym pomysłem jest sprzedaż torebek z zupami. Zamiast truć się, pełnymi chemii chińskimi zupkami, można kupić sobie taką torebkę z porcją zupy i cieszyć się świerzością warzyw.