Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 24.07.2014 - 27.07.2014 Gwatemala po raz drugi

Wracamy do Gwatemali. Starej dobrej Gwatemali. Przestrzegano nas przezd nią. A to niebezpieczna, a to trzeci świat i wielka bieda. “Napadną was, okradną a może i nawet porwą dzieci dla okupu”.

Pierwsze wrażenie potwierdziło obawy naszych doradców sprzed telewizorów. Większość samochodów jeździ z przyciemnianymi szybami, motocykliści mają obowiązek drukowania numerów rejestracyjnych swoich pojazdów na kaskach i kamizelkach, bo dużo napadów odbywa się właśnie na motorach. Domy mają druty kolczaste a sklepy sprzedają swój towar zza krat lub są ochraniane przez uzbrojonych w ostrą broń dużego kalibru, ochroniaży.

Spędziliśmy w Gwatemali pierwsze 2 tygodnie naszej rodzinnej wyprawy dookoła świata i nic złego się jednak nie wydarzyło. Teraz po przejeździe przez Belize i Meksyk znów tu wracamy.

Już na granicy Gwatemala przywitała nas po swojemu. Pas graniczny znajduje się na rzece i widać dwa przejścia. Jedno górą- oficjalne i drugie- rzeką pod mostem, równie “oficjalne”, choć bez konieczności posiadania paszportów. Dziesiątki ludzi rozbiera się do majtek i brodzi rzeką na drugi brzeg. Stojący na moście przechodnie, celnicy i policjanci patrzą sobie spokojnie, jak idzie tamtym walka z silnym prądem.

Punkt gwatemalskiej kontroli granicznej w Tapachuli oddalony jest od meksykańskej straży granicznej 150 metrów. To wystarczająco dużo dla pomysłowych spekulantów, aby wyciągać od turystów pieniądze.

Blogi podróżników roją się od opisów, ile to musieli zapłacić pieniędzy za pozwolenie wjazdu do Gwatemali. Nas “dopadł” przemiły gość, który zaraz po podpięczętowaniu paszportów przez meksykańskich urzędników, poinformował (przy ich obecności zresztą !!!), że reprezentuje rząd Gwatemali i zajmie się wszelkimi formalnościami wjazdowymi.

Ubrany w jakiś mundur wzbudził nasze zaufanie i grzecznie pomaszerowaliśmy za nim w miasto. Kilku jego kompanów oferowało pomoc w postaci taksówki, wymiany pesos, adresu hotelu czy dźwigania plecaków. Tych zbytnio zbliżających się do bagaży, lub ocierających się o dzieci troskliwie odsuwał, zapewniając nam “pełne bezpieczeństwo” pod jego opieką.

Oddalając się od granicy zaczęliśmy czuć niepokój. Zaciekawiony “dziwnymi ludźmi” tłum coraz odważniej zbliżał się, powodując w pewnej chwili płacz, u przestraszonej Luśki. Opiekun wpadł, gdy zarządał na środku ulicy paszportów i 20 gezalos opłaty od każdej osoby, za pozwolenie wjazdu do Gwatemali.

Po kilkuminutowej przepychance i uzyskaniu informacji, że bez niego zostaniemy zaraz okradzeni, odszedł. Pozbyliśmy się intruza a zostaliśmy z problem braku pieczątek wjazdowych. Wreszcie, gdzieś między szewcem a spożywczym straganem z tortillami znaleźliśmy biuro paszportowe.

Ku naszemu przerażeniu urzędnik był ubrany w taki sam mundur, jak nasz “przewodnik”. Przyjął paszporty, wręczył dokumenty do wypełnienia i …. poinformował ile gezalos mamy uiścić, jako opłatę za wjazd na terytorium Gwatemali.

Spr

awa się skomplikowała, bo poprzedniemu udało mi się wyrwać paszporty a ten, siedział za szybą i miał zatkniętą za pasem niezłą spluwę.

Nie pomagały żadne tłumaczenia, że wjeżdżamy w tym miesiącu drugi raz i za tym pierwszym, nic nic płaciliśmy. Nawet płacz Lusi, która co chwila popychana, nie mogła się uspokoić od kilkunastu minut. Nie pomogła też rozmowa Lizy z policjantem. Pewnie był kumplem granicznika i liczył na działkę z “urzędowej opłaty”.

Sytuację uratował mały Wojtek, gdy podał mi kamerę z dyskretnym nagraniem siedemnastej próby przekonania nas o konieczności opłaty. Huan Carlos po “oglądnięciu” za szybą swojej popisowej roli stwierdził, że lądując na lotnisku, mieliśmy wszystkie opłaty uiszczone przez linie lotnicze. On jednak, jako manager zmiany chętnie nam pomoże i wyjątkowo anuluje dzisiejszą koniecznośc wpłaty 400 gezalos za całą rodzinę.

Rozwiązaliśmy kolejne wyzwanie. Pozostało ostatnie: jak oddalić się od budki ganicznej i otaczającego nas tłumu? Przysza nam z pomocą potężna ulewa, która w trzy minuty zamieniła ulicę w rwący potok. Choć co najwytrwalsi zostali, to udało nam się już bez problemów przebrnąć przez zdziesiątkowaną liczbę atakujących. Pierwszy lepszy napotkany bus, wywiózł nas byle dalej od strasznej granicy.

Podo

bnych sytuacji doświadczaliśmy praktycznie na każdym kroku. Kupno chleba, wody czy tortilli to okazja do zainkasowania od “białasów” podwójnej stawki. O tym, że w autobusach dalekobieżych dzieci nic nie płacą, gdy siedzą na fotelu rodziców, dowiedzieliśmy się w informacji turystycznej, po tygodniu podróżowania w Gwatemali. Najlepiej było najpierw sprawdzić cenę, którą płacą miejscowi i dać taką samą odliczoną kwotę. Wręcenie za dużego banknotu również narażało nas na długie tłumaczenia, co to jest reszta i że płacimy tyle samo, ile nasz poprzednik.

Czy da się więc lubić Gwatemalę?

My czuliśmy się tu bardzo dobrze podczas obydwóch pobytów. Ludzie, przyjmujący nas w swoich domach otwierali serca i gościli nas, jak najlepszych znajomych. Jedliśmy razem śniadania, chodziliśmy na wycieczki a wieczorem biesiadowaliśmy z całymi rodzinami.

Przez prawie 20 dni nie musieliśmy ani razu spać w hotelu. Gdy przyjeżdżaliśmy za wcześnie na nocleg, sąsiedzi gospodarzy ofiarowali posiłki, napoje albo pomoc z bagażami. Pomimo biedy, byli uśmiechnięci i życzliwi dla nas, nieznanych przecież ludzi. W każdej chwili otwarci na pomoc. Chciałbym, aby Polacy tacy właśnie też byli.

TOP

Już na granicy Gwatemala przywitała nas po swojemu. Pas graniczny znajduje się na rzece i widać dwa przejścia. Jedno górą- oficjalne i drugie- rzeką pod mostem, równie “oficjalne”, choć bez konieczności posiadania paszportów. Dziesiątki ludzi rozbiera się do majtek i brodzi rzeką na drugi brzeg. Stojący na moście przechodnie, celnicy i policjanci patrzą sobie spokojnie, jak idzie tamtym walka z silnym prądem.

Punkt gwatemalskiej kontroli granicznej w Tapachuli oddalony jest od meksykańskej straży granicznej 150 metrów. To wystarczająco dużo dla pomysłowych spekulantów, aby wyciągać od turystów pieniądze.

Gwatemala po raz drugi