Za chwilę jednak przyjechał nasz host, czyli osoba, która przyjęła nas pod swój dach. To Polka, Karolina. To coś niesamowitego, ale Karolina jest z Torunia a ja znam jej tatę. Bogusław Bach ma szkołę doskonalenia techniki jazdy. Karolina pracuje w Belize dla INICEF. Ale świat jest mały.
Następnego dnia pojechaliśmy taksówką na Caye Caulker. To kolejna niespodzianka Belize City. Wokół są przepiękne wyspy, z których płynie się na największą, po Australii, rafę koralową. Taksówka była wodną taxi a Caye Caulker niedużą wyspą na morzu Karaibskim.
Tak, tak, jesteśmy na Karaibach, czyli trzeba szukać rumu. Ha znaleźliśmy. Poznaliśmy fajne małżeństwo z Polski. Norbert z Olą podróżują co rok do innego egzotycznego kraju. Dziś nasze drogi skrzyżowały się na Caye Caulker. My kupiliśmy bilety na nurkowanie w agencji, w której oni wynajmowali domek. Wieczorem rozłożyliśmy na plaży, obok nich nasze namioty i spróbowaliśmy napoju karaibskich piratów.
Rzuciliśmy się na całodniową wycieczkę z snorclingowaniem. Pierwszy raz widziałem na żywo wielkiego żółwia, krowę morską i płaszczkę. W innym miejscu rafy kapitan rasta, oczywiście z długimi dredami poprosił, abyśmy przygotowali się na mocne wrażenia.
Wycieczka trwała 6 godzin i zakończyła się lunchem z galonem soku owocowego. Gdy jednak dzieci go spróbowały, to okazało się, że panowie w agencji ochrzcili sok rumem… Fajni ci rastamani. Mają swoją klasę chłopaki.
Na koniec dodam tylko dwa słowa o lokalnym przysmaku, na który sezon właśnie się tu zaczął.