Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 22.12.2014 - 29.12.2014 Argentyna po raz drugi / Buenos Aires-miasto marzeń i naszej wigilii

Buenos Aires-miasto marzeń i naszej wigilii

Przespaliśmy spokojną noc na pustym lotnisku w Ushuaia i w południe polecieliśmy do Buenos Aires. Gdy dolecieliśmy godzinie 17:30, chcieliśmy jaknajszybciej dostać się do Pani Marii na wigilię. W planach miałem też pasterkę w polskim kościele o godzinie 20:00, który miał być na przeciwko domu pani Marii. W 15 milionowym Buenos Aires nie było to jednak takie proste zadanie. Taksówkarze śpiewali sobie 90 dolarów za kurs a wstęp do autobusów był tylko za kartą lub monetami, które można było wymienić w zamkniętym już banku.

Pozostał autostop. “A co tam spróbujemy” – pomyślałem, choć kątem oka widziałem minę mojej żony. Musiała ją szybko zmienić, bo już po 5 minutach siedzieliśmy w aucie gościa, który nie tylko zawiózł nas do centrum, ale i pokazał najciekawsze budynki stolicy. Wysiedliśmy przed Estación Retiro, głównym dworcem kolejowym miasta i wyłapaliśmy nowe zadanie: pociągi już nie kursowały i trzeba było znależć inny sposób dostania się do pani Marii. Znalazłem taksówkarza, który wprawdzie nie znając drogi, deklarował, że może pojechać. Spędziliśmy kolejną godzinę na jeździe przez gąszcz budynków, aż wreszcie o 21:00 dotarliśmy do ulicy Juan Pablo Secondo, Jana Pawła II. Przyjechaliśmy dokładnie po zakończeniu pasterki i Marię spotkaliśmy przed kościołem. Jechaliśmy ponad 3 godziny, czyli mniej więcej tyle, ile trwał lot z Ushuaia.

Uścisnęliśmy serdecznie panią Marią i jej siostrę Teresę. Maria ma 78 lat a Teresa 77. Dwie uśmiechnięte staruszki. Są prawie takie same. Tak samo otwarte na drugiego człowieka i tak samo uśmiechnięte, pomimo przeciwności losu. Od razu odczuliśmy podobne do naszych wibracje, zapominając o różnicy wieku.

Los złączył ich życie na zawsze, wspólnie wioząc z matką na Sybir, po śmierci ojca w Katyniu. Potem Liban i statek do Argentyny. Poznajemy ich historię. Rozmawiamy i uczymy się miłości do rodziny i Polski. Przypominamy sobie starą prawdę: “zaczynasz rozumieć jak bardzo coś cenisz dopiero, gdy to stracisz na zawsze”.

Podróżnicza wigilia 2014

Wigilię spędziliśmy w domu u pani Teresy we czwórkę, bo nasze gospodynie pojechały do rodziny. Przygotowały nam rybę, sianko, biały obróz i biblię. Przełamaliśmy się opłatkiem i zjedliśmy rybę z ziemniakami a dzieci rozpakowały dwa małe prezenty, które, dała Ewa Okołowicz z Puerto Natales. My nie mieliśmy głowy w tym roku na to. To była inna, niż zwykle wigilia. Choinki nie było a spać poszliśmy już o godzinie 23.

Następnego dnia odwiedziliśmy Polski Ośrodek Katolicki, który jest małym muzeum Polskości. Ponad 100 tysięcy argentyńskiej Polonii ma tu swój kawałek kraju. Polskich księży, polskie msze i pomoc, dla każdego, kto potrzebuje. Poznaliśmy opiekujących się ośrodkiem Franciszkanów, ojca Jerzego i Olafa. Razem spędzaliśmy wieczory przy, pieczonych przez zakonnice, polskich sernikach i makowcach. Jedliśmy i wspominaliśmy smak ciast naszych mam…

Podczas jednej z rozmów, pracująca z Sybirakami w Instytucie Sikorskiego w Londynie, Jagoda przekazała pani Marii słuchawkę. To była Zosia Zarębianka, z którą Maria przez 3 lata uczyła się w Libanie, po uwolnieniu z Sybiru. Potem ich drogi się rozeszły i dziś, w naszej obecności, rozmawiały ze sobą. Po tak długim czasie dwie koleżanki usłyszały swój głos. To była niesamowita chwila. Upłynęło 70 lat od beztroskich zabaw dziewczynek w małej libańskiej wiosce. Los rzucił koleżanki na dwa różne kontynenty rozdzielając na zawsze dziecięcą przyjaźń a my byliśmy świadkami tej niespodziewanej rozmowy.

Odwiedziliśmy też prowadzony przez polskie siostry Albertynki, Dom Spokojnej Starości, przez który przewija się wielu wiekowych Polaków. Tu umarł generał Jerzy Zawisza. A my poznaliśmy 95-letniego Władysława Dąbrowskiego. Więźnia Sybiru i żołnierza II Korpusu generała Andersa. Mówił nam o Katyniu, wojnie i miłości do Polski. Mały Wojtek umówił się z nim na popołudnie, prosząc o opowieść o zdobywaniu Monte Casino. Spotkali się i Wojtas wysłuchał dokładnej historii wspaniałego przykładu polskiej waleczności.

Buenos Aires

Dwa dni spędziliśmy na spacerach po Buenos Aires. We dwójkę z Lizką a innym razem z panią Teresą chodziliśmy po Avenida 9 de Julio, najszerszej ulicy świata. 12 w jedną i 10 pasów w drugą stronę budzą “komunikacyjny” respekt.

Widzieliśmy ponad 67 metrowej wysokości “Obelisco”, który wybudowany w 1936 roku jest ikoną Buenos Aires. To najważniejsza budowla Argentyny. Wszystkie drogowskazy pokazują odległości w referencji z tym pomnikiem. A zaraz obok stoi przepiękny Teatro Colón, który należy do najlepszych teatrów świata. Niestety nie udało nam się kupić biletu na “Dziadka do orzechów.” Wszystkie miejsca były wyprzedane, aż do połowy stycznia.

Miasto jest bardzo duże, ale stosunkowo łatwe do poznania. Jest podzielone na tak zwane “quadry” – kwadraty budynków 100 metrowej długości, których okalające ulice przecinają się pod kontem prostym. W całym mieście są tylko dwie “diagonale”- ukośne ulice.

Zaraz za nim stoi budynek jakiegoś ministerstwa, na którym pięknie widać, graną przez Madonnę Evę Perón, najbardziej znaną Argentynkę świata. Pani Teresa zaprowadziła nas na prastary “Cementerio de Recoleta”, na którym odwiedziliśmy grób Evy. Spacerowaliśmy obok 100 letnich grobowców, chłonąc niesamowitą atmosferę cmentarza.

Takie tam przemyślenia

Byliśmy też w “La Bocca”, sławnej dzielnicy tanga, gdzie w ludzie tańczą na ulicach. Domy angielskich emigrantów kryte kolorową blachą dają tej biednej dzielnicy niesamowite wrażenie. Obecność Anglików jest tu zauważalna. Przed stacją Retiro stoi Torre de los Ingleses-replika Big Bena, którą Anglicy podarowali w 1910 roku Argentyńczokom. Wszystkie drogi kolejowe zbudowali w tym państwie Anglicy, ale nie myślcie, że z miłości i przyjaźni. Anglia i Francja nie robią przecież nic z przyjaźni. Często nie robią też nic z obowiązku, jeśli nie widzą w tym swojego interesu. Najnowsza historia Krymu jest idealnym przykładem. Jak przyjazne są to narody, to przekonaliśmy się też sami na początku Drugiej Wojny Światowej.

Anglia wybudowała w Argentynie sieć torów kolejowych, z których wszystkie prowadzą do portu w Buenos Aires. Tu nie ma ani jednego niepotrzebnego toru. Wszystkie pociągi miały wieźć towary do portu a potem dalej, na brytyjski statek. Taka to jest bratnia miłość europejskich narodów. Nie można do dziś objechać Argentyny pociągiem, bo Anglicy nie tracili swoich pieniędzy na “niepotrzebne” połączenia a Argentyńczycy nie mieli ich wogóle. Chociaż, należy zauważyć, że jak na razie najnowocześniejsze pociągi, które widziałem w tej wyprawie jeżdżą właśnie w Buenos Aires. Pomiędzy stacją Retiro a Tigre kursują nowiuteńkie składy.

Maradonna i Messi

My chodząc po Buenos Aires chłonęliśmy miasto. Jego atmosferę, zapachy i klimat. Byliśmy pod stadionem klubu Atlético Boca Juniors, legendy argentyńskiego footballu. Wprawdzie tu nie grał Messi, ale nie można w Argentynie nie znać się na piłce nożnej. “Bóg Maradonna” jest wciąż żywy i spogląda na nas z setek plakatów i zdjęć.

TOP

Buenos Aires - 15 milionowe miasto budzi respekt, ale my, wśród nowych przyjaciół czujemy się tu bardzo dobrze

Buenos Aires-miasto marzeń i naszej wigilii