Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 21.11.2014 - 10.12.2014 Chile / San Pedro de Atacama i pływanie bez pływania

San Pedro de Atacama

Chile, wreszcie winiarski kraj na drodze naszej rodzinnej podróży dookoła świata. Bo boliwijskich kwasach już pierwszego dnia trafiliśmy na dobre wino “120”. A przed nami inne rodzynki stolicy Nowego Świata win.

Pobyt w Chile zaczęliśmy od pustynnego San Pedro de Atacama. Jedna z najbardziej suchych z pustyń świata kryje w sobie meteory, umarłe miejsca bez życia fauny i flory oraz księżycowe krajobrazy.

Najpierw jednak trzeba było znaleźć miejsce do spania. San Pedro leży niżej niż Uyuni, bo na 2,5 tysiącach metrów i w dzień jest bardzo ciepło. W nocy jednak temperatura spada do nieprzyjemnych poziomów, wieje mocny wiatr i jest bardzo zimno. Musieliśmy więc szybko znależć kąt do spania, bo po formalnościach na granicy zbliżał się wieczór. Zaczęliśmy od miejscowego proboszcza, który przyjął nas pod swój dach. Mogliśmy zostać u niego tylko jedną noc, ale to była wielka pomoc, bo w nowym państwie czuliśmy się na początku zagubieni. San Pedro de Atacama jest najdroższą miejscowością w Chile i po dość taniej Boliwii ceny strasznie nas tu uderzyły. Kolejną noc ogarnęliśmy już sami, rozkładając namioty, na placu pod dworcem autobusowym.

Rano wypożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy zwiedzać okolicę. Lizka z Luśką wybrały Lagunę Cejar. To oddalone od miasta 18 kilometrów słone jezioro, ma tak zasoloną wodę, że można leżeć na niej bez używania rąk i nóg. Ciekawe wrażenie: człowiek kładzie się, dosłownie na wodę, czując się, jakby leżał na dmuchanej piłce. Nie trzeba niczym poruszać, żeby utrzymywać się na powierzchni. Niesamowitości dodaje jeszcze przepiękny widok na prawie perfekcyjny stożek wulkanu Licanbur. Wyobraźcie to sobie! Leżycie na wodzie, nie poruszacie niczym a przed oczami macie wulkan. Hmmm, aż żałuję, że już stamtąd wyjechałem…

Faceci wybrali bardziej ambitne zadanie i pojechali ponad 20 kilometrów przez pustynię do Valle de la Luna - całkowicie wymarłego miejsca. Wskutek zerowych opadów deszczu wegetacja zatrzymała się setki lat temu i nie ma tu ani jednego zwierzęcia ani rośliny. Najbardziej niedostępne miejsce na ziemi nazywane jest “Sanktarium Natury”. Wokół tylko piasek i skały, które dzięki wiatrowej erozji przybrały niesamowite kształty, tworząc Księżycową Dolinę. To już nasza druga kosmiczna przygoda, po dolinie księżycowej obok La Paz.

Wojtek postanowił kontynuować jeszcze podniebne przygody i odwiedził Muzeum Meteorytu, który kiedyś spadł na pustynię Atacama. Zwykle spalające się w czasie drogi na Ziemię w 90% meteoryty są trudne do odnalezienia i pomimo, że średnio co 8 minut jakiś spada na naszą planetę, niewiele osób je widziało. Na Atacama panuje bardzo suchy klimat i piaski zachowują w idealny sposób kosmicznych przybyszów. Największy ważył ponad 10 ton i spadł z prędkościa 20 km/sekundę, żłobiąc krater o głębokości 31 metrów. W miejscu gdzie spadł powstała energia równa 2 bombom atomowym i temperatura 1.400 stopni C.

Wojtek opowiadał nam te nowości przez pół wieczoru a potem poszedł za ciosem i tego samej nocy pojechał jeszcze na nocne oglądanie nieba na wielkim teleskopie na pustyni. Trafił tam na polską grupę turystów. Oj, jak fajnie było pogadać po polsku. Darek okazał się znawcą Południowej Ameryki i opowiedział nam o kilku ciekawych destynacjach. Pojedziemy tam!!!

TOP

Valle de la Luna i Laguna Dejar, czyli nasze największe atrakcje pustyni Atacama

San Pedro de Atacama i pływanie bez pływania