Niestety Valparaiso ma też smutną twarz. Salezjańska Fundacja Don Bosco, która przyjęła nas pod swój dach zajmuje się ludźmi ulicy. Odwiedziliśmy z naszymi przewodnikami dzienny dom pomocy ludziom bezdomnym. Robiliśmy z nimi bransoletki, parasolki i inne drobne wyroby z wełny. Pracowaliśmy razem i byliśmy z nimi, co jest właśnie najważniejszym elementem pomocy. Chodzi o to, żeby dać tym ludziom swój czas. Nie wystarczy tylko ich nakarmić, ubrać lub przenocować. Oni potrzebują rozmowy i zainteresowania.
Szczególnie to widać podczas nocnego objazdu miasta. Podjeżdzamy samochodem pod śpiących na ulicy ludzi. Leżą przykryci kilkoma kocami na placach, schodach, na klatkach schodowych lub koło samochodów. “Cześć, co słychać?” – zaczyna rozmowę wolontariusz i wtedy spod koca wyłania się twarz. “Macie ciepłą zupę? Oooo , jak fajnie” i już bierze do ręki zupę i gorącą kawę.
Dostają jedzenie i ciepły napój, ale zawsze dostają coś więcej: zainteresowanie. Choć przez 5 minut wolontariusze rozmawiają z nimi. Pytają, jak im minął dzień, co jedli w obiad i jak się czuje ich rodzina.
“Dlaczego oni tak żyją?” zapytałem jednego z jeżdżących do nich codziennie wolontariuszy. Pada odpowiedź: “Ulica wciąga.” Życie na ulicy ma swoje niewygody, ale gdy człowiek przyzwyczai się do zimna, brudu, ciągłej zmiany miejsca i kompletnej nieprzewidywalności, to zaczyna to akceptować i widzieć dobre strony takiej egzystencji. Tu nie trzeba nic od siebie wymagać. Tu można robić, tylko to, na co się ma ochotę.
Widzieliśmy małżeństwo, które od 3 lat mieszka w zaparkowanym na ulicy samochodzie, który stoi na 3 kołach. Obok nich żyje człowiek w drewnianej budzie w której mieści sie tylko materac i nic więcej. Dwie ulice dalej, obok zawalonego domu są rozłożone dwa namioty, w których mieszka kilku mężczyzn.
Każdy ma inny powód, który zadecydował o tym, że żyją na ulicy. Jedni zasłużyli sobie sami na to a innych zmusił los. Są tacy, którzy przeżyli wielkie rodzinne tragedie i nie wytrzymali psychicznie. Postanowili wszystko rzucić i uciec od dotychczasowego życia. Poznałem mężczyznę, któremu umarł ukochany syn i nie wytrzymał smutku. Zaczął pić, żona wyrzuciła go z domu i w rok stoczył się na ulicę.
Patrząc na nich człowiek docenia swoją rodzinę, dom, pracę i wszystko, co nas otacza. Chyba najważniesza w życiu jest akceptacja samego siebie. Od tego można zacząć kochać innych, swoją rodzinę i ludzi. Akceptując siebie, można łatwiej od siebie wymagać, zmieniać się i rozwijać.