Na największym lądolodzie w Ameryce funkcjonują po chilijskiej i argentyńskiej stronie 3 parki narodowe. Wróciliśmy znów do Chile, żeby zobaczyć “Torres del paine”. To nasz kolejny dzień podróży z Martinem ze Słowacji, z którym jeździmy wynajętym, w argentyńskim Calafate, samochodem. Dziś spaliśmy w namiocie przed samym parkiem. “Hmmm, nie wiem czy tak można. Lepiej rozbijmy namioty w górach.” – tak odpowiedziałem na pytanie Lizki, czy tu można spać.
Spaliśmy w przepieknym miejscu. Obok nas chodziły dzikie króliki, mikunie i skunksy. A te wcale nie są takie śmierdzące! Mieliśmy widok na szczyty Torres del Paine i super (jak na Patagonię) pogodę. Wiało, jak w jesień nad Bałtykiem, ale nic nie padało, więc bardzo się cieszyliśmy. Nie poszliśmy tylko zobaczyć lodowca Grey. Bilet na statek, który podpływa pod lód kosztował 100 dolarów od soby i zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, mając na uwadzę, że 2 dni wcześniej byliśmy nad Perito Moreno w Argentynie.
Widzieliśmy tu pierwszy raz w naszej wyprawie dzikie strusie. Przechodziły sobie koło naszego auta, jakby nigdy nic. Luśka zapoznała się z pasącym się obok namiotów koniem i uplotła mu warkocze na grzywie. Koń, pomimo, że facet, był tak bardzo zadowolony, że pozwolił jej posiedzieć na grzbiecie.
Rano pożegnaliśmy się z naszym Słowakiem, który według planu miał sam wrócić samochodem do Argentyny i wsiedliśmy do busa. W Puerto Natales czekała na nas Ewa Okołowicz. Polka, która zaprosiła nas do swojego domu. Miała dwie dziewczynki, więc Luśka piała z radości, że wreszcie pobawi się z polskimi dziećmi. Był tylko jeden problem: nie podaliśmy Ewie dokładnej daty przyjazdu a śpiąc w namiocie na pustkowiach przez ostatnie dni, nie mieliśmy internetu.
Dzieci, jak zwykle czekały z plecakami a my szukaliśmy domu. Zastanawialiśmy się, jak to będzie. Zupełnie nie potrzebnie. Ewa i Cesar, to super ludzie i wyluzowani, jak my, przyjęli nas z uśmiechami. “Nie martwcie się. W Patagonii są wielkie odległości i ciężko z internetem.” – śmiali się porządkując pracownię Ewy, w której mieliśmy spać.
Ewa maluje obrazy i prowadzi sklep w centrum Puerto Natales. Takich bluzek, czapek i swetrów z owczej wełny nigdy nie widziałem! Lizka zakochała się i miałem poważne problem z wyciąganiem jej z sklepu. Każdy spacer to była walka: “Wojtek, chodź odwiedzimy Ewę” – prosiła. Ja wiedziałem, że odwiedza nie Ewę, tylko Ewy wełnę... Uratowało mnie tylko przyrzeczenie, że po powrocie, zamówię przez internet coś dla niej. Na pewno tak zrobię ☺
3 dni spokoju. 3 dni wspaniałej kuchni Cezara i chilijskich win. Raz położył na grila wielki warkocz wołowej polędwicy i przez 3 godziny spokojnie, powoli grilował. Wydawałoby się, że gdy go zdejmie i pokroi, to na talerzu będą leżały suche wióry. Wręcz przeciwnie. Mięso w środku było różowe i soczyste. “Wojtek, najlepsze mięso w Ameryce znajdziesz właśnie tu, w Patagonii.” Pewnie ma rację. Takich pastwisk nie widziałem nigdzie indziej, a zjechaliśmy przecież całą Amerykę z góry na dół.
Pamiętam, jak śpiąc u Vaniny w Argentynie usłyszałem, gdy mowiła do męża, że wieczorem mają iść do sąsiadów. “Ale gdzie wy macie sąsiadów? Ja nie widziłem tu żadnego domu!” – powiedziałem. “tak, tak nasz najbliższy sąsiad mieszka 30 kilometrów stąd i właśnie do niego idziemy.
Luśka nie chciała stąd wyjeżdżać. Powiedziała, że u dziewczynek Ewy chce spędzić Boże Narodzenie. Na pewno byłoby wspaniale. Od kilku lat na każde święta spotykaliśmy się z moja kuzynką Gosią i Dejanem raz w Kopenghadze a raz w Toruniu. Byłoby fajnie być w święta razem z rodziną Ewy. Zaprosiła nas już na Wigilię przed przyjazdem do Puerto Natales. Niestety podróż rządzi się swoimi prawami. Nie możemy siedzieć w jednym miejscu zbyt długo i chąc nie chcąc, wsiedliśmy dziś do busa do Punta Arenas.
Na dworcu zobaczyłam pierwszy raz połączenia autokarowe do Ushuaia. To niesamowite, ale zbliżamy się do naszego celu w Ameryce. Koniec świata. Ushuaia to prawdziwy koniec świata! Ostatnia argentyńska miejscowość na lądzie, przed Antarktydą. Tak na prawdę najdalej wysuniętą na południe miejscowością jest chilijskie Puerto Wiliams. Znaleźliśmy super połączenie promowe z Punta Arenas właśnie do Puerto Wiliams i mocno się zastanawiamy, czy jutro nie wsiąść wieczorem na statek…