Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 10.12.2014 - 14.12.2014 Argentyna / Zobaczyć lodowiec Perito Moreno...

Perito Moreno

Wjechaliśmy do Argentyny z wielkimi apetytami na zwiedzanie i argentyńską wołowinę. Zaczęło się jednak słabo. Trafiliśmy na jakąś dziwną miejscowość: Perito Moreno. Tak nazywa się przecież najsłynniejszy lodowiec świata. Ale nasza mieścina nie miała z nim, oprócz nazwy nic wspólnego. A przepraszam, była tu jedna atrakcja: wycieczka do jaskini Mano, czyli ręka. Są tu rysunki dłoni sprzed 9 tysięcy lat. Nie pojechaliśmy tam jednak, bo zwiedzanie organizowała tylko jedna agencja i kasowała 50 dolarów od osoby.

Koniec z autostopem - wynajmujemy samochód!!!

Martin zaplanował tutaj wynajęcie samochodu. Zostawiliśmy dzieci przy plecakach i zaczęliśmy szukać agencji. Po 10 minut wszystko było jasne: tu nie wynajmiemy nic, chyba poza trumną … z nudy. “Trzeba stąd natychmiast wyjeżdzać!” – krzyknęliśmy chyba wszyscy w piątkę w tym samym momencie. Niestety to też nie było łatwe. Pomimo zapewnień super profesjonalnej pracownicy Informacji Turystycznej żaden autobus dziś z tego miasta nie zamierzał wyjechać.

Trzeba było zorganizować nocleg. Martin zrobił to bez problem, wynajmując pokój w hotelu, ale my musieliśmy to ogarnąć po swojemu. O cauchsurfingu mogliśmy zapomnieć. Poszliśmy więc do kościoła. Ksiądz okazał się szefem parafii i internatu, więc udało się załatwić dwie sprawy za jednym razem. Padre pomógł nam z noclegiem i umówił po mszy na spotkanie z dziećmi.

Z wizytą u pani Polonii

Jadąc przez szutrowe bezdroża Patagonii Luśka stwierdziła, że jest juz zmęczona i fajnie by było gdzieś rozbić namiot. "ok, jak tylko znajdziemy jakieś drzewo lub coś innego, co osłoni nas przed wiatrem, stajemy" - obiecałem, nie świadom jeszcze, że że przez najbliższą godzinę nic takiego nie znajdę

Tu nie ocenia się drogi przez kilometry tylko, przez czas, jaki potrzeba na jej pokonanie. W Patagonii przestrzeń i wiatr zyskują inny wymiar. Cały czas jechaliśmy po płaskiej wietrznej równinie. Dopiero po godzinie zobaczylismy jakis dom. “Stajemy” – zarządziłem i Martin podjechał na podwórko. Wyszedł do mnie wilczur z … machającą ogonem owcą. “Spokojnie, spokojnie ona myśli, że jest psem” – poinstruował mnie właściciel i zaprosił do środka. W domu usłyszałem polski głos: “Dzień dobry, nazywam się Greeeegcik” – powiedział piakna blondynka łamaną polszczyzną. Niestety to były jej jedyne polskie słowa.

Okazało się, że Vanina Castro Grzegorczyk jest wnuczką Polski, pani Polonii. Mieszka tu w Argentynie i nigdy jeszcze nie była w Polsce. Jest właścicielką 8 tysięcy owiec, 30 tysięcy hektarów ziemi i 500 krów. Przyjęli nas nas jak swoją rodzinę. Wieczorem zjadłem najlepszego w życiu barana z grilla, wypiłem najlepsze pisco sur w Argentynie i poszedłem spać. Przebojem była owca, która wychowana z psami, była domową maskotką.

Grudniowe letnie wakacje

Szkoły w Argentynie są od połowy grudnia zamknięte. Dzieci nie chodzą do szkoły przez dwa i pół miesiąca. Wrócą do swoich ławek dopiero pierwszego marca 2015 roku.

Nam jednak udało się i opowiedzieliśmy argentyńskim uczniom o Polsce a Padre zaprosił nas na camping. Znał tam szefa i mogliśmy przespać się w jednym z domków. Po nocach w namiocie, to była fajna niespodzianka. Następnego dnia ruszyliśmy w 16 godzinną podróż do Calafate.

Po drodze minęliśmy stolicę górskiego trekingu, El Chalten. Zobaczyliśmy sławną rzekę i jeszcze sławniejszą górę Fitz Roy. Nie wiem, dlaczego jest taka sławna, ale na pewno jest przepiękna. Szkoda, że w El Chalten mieliśmy tylko 10 minutowy postój.

W Calafate wynajęliśmy na 4 dni samochód. Musieliśmy zabajerowć, że będziemy podróżować w 4 osoby, bo gdy Wojtek palnął, że jesteśmy w piątkę facet zbaraniał i nie chciał dalej nam prezentować oferty.

Z Calafate ruszyliśmy spakowani, jak sardynki w puszce do Parku Narodowego “Los Glaciares”. To największy w Ameryce lądolód, z którego spływa ponad 50 lodowców. Jeden z nich to mój wymarzony Perito Moreno. “Czarny Piesek” to spektakularny i najbardziej znany chyba lodowiec świata.

Piękny Perito Moreno

Wrażenia? Przekroczyły oczekiwania. To było coś niesamowitego. Tysiące ton lody. Zimne skały wystawały z wody na 60 metrów wysokości. To wyżej niż 50 metrowy wieżowiec. Perito Moreno to jedyny na świecie lodowiec, który osiagnął stabilizację. Od 30 lat rośnie w zimę i tyle samo topnieje w lato. Zimą potrafi zablokować jezioro a w lato cofa się, zrzucając powoli do wody tony lodu.

Widzieliśmy to przedstawienie, ale jeszcze większe wrażenie zrobił na nas huk, jaki towarzyszy pęknięciom lodu. To było nierealne. Potężnę wybuchy, jakby jakieś bomby atomowe ekspolodowały w pobliżu. Tony lodu spadają co kilkanaście minut do wody. Przepiękne. Czysta, potężna, wielka natura, przy której człowiek czuje się malutkim piórkiem na wietrze.

TOP

Zobaczyć Perito Moreno, to było moje marzenie. Ten lodowy spektakl zostanie mi w pamięci na zawsze.

Zobaczyć lodowiec Perito Moreno...