Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 10.08.2014 - 17.08.2014 Nikaragua / Corrida i metalowe drzewa w socjalistycznej stolicy

Po Hondurasie, jednym z najbiejdniejszych państwa świata a na pewno, zgodnie z statystykami, najniebezpieczniejszym państwie, przyjechaliśmy do Nakaragui. Największe państwo Ameryki Łacińskiej ma z Polską wiele wspólnego. Oficjalnie uznane za repupublike jest rządzone przez prezydenta Ortegę, który wyraźnie skręca w lewo i deklaruje lewicowe oraz kościelne inklinacje. (Miler mógłby się uczyć!)

Jak “socjalistycznie”, to bez “matki” nie może się obejść i Rosja chętnie “pomaga” bratniemu narodowi. Przecież nam też pomagała przez 45 lat!!! Dostaliśmy nawet Pałac Kultury i Nauki… Po ulicach jeżdżą łady Nivy i na autobusach wypisane są hasła o przyjaźni bratnich narodów. Putin był tu podobno przed dwoma tygodniami. Ciekawe czy lecąc, zahaczył o Tajlandię, żeby wyjaśnić parę spraw…

Zostawiając politykę (wyjeżdżając z Polski zupełnie nią się nie interesujemy), poszliśmy poznać stolicę. Managua zaskoczyła nas. To pierwsze (podczas naszej wyprawy) duże miasto Ameryki, w którym tak często widzieliśmy zaprzężone w konie, wozy. Niestety Managua nie ma centrum. Nie ma rynku. To miasto, podobnie jak Szczecin, ma jakby wyrwane serce. W przeciwieństwie do głupoty szczecińskich polityków, którzy nie potrafią takiego miejsca stworzyć, tu wielkie trzęsienie ziemi zrównało z ziemią całe centrum. Przetrwał praktycznie tylko jeden wysoki budynek.

W miejscu pięknych kolonialnych budowli, nie powstało już nic, z czym ludzie mogliby się integrować. Nie odbudowno katedry, choć akurat katedralny plac jest wspaniały. Byliśmy świadkami przygotować żołnierzy do uroczystości i widzieliśmy przejeżdżający samochód z prezydentem. Stara, nieodbudowana katedra jest pięknie oświetlona, choć ilość światełek na niej (i okolicznych drzewach), można by spokojnie zredukować o 90%. Podobno, odwiedzając ten plac w grudniu prezydent, zakochał się w świątecznej atmosferze i “poprosił”, aby tak “pięknie” było już przez cały rok.

Wrażenie na całej naszej rodzince zrobiły potężne metalowe drzewa “rosnące” na głównych alejach miasta. Najbardziej jednak przeżyliśmy corridę. Pierwszy raz (a to ci heca, znów coś zrobiliśmy pierwszy raz…) w życiu poszliśmy na corridę. Nie popsuło nam humorów 1,5 godzinne opóźnienie z rozpoczęciem. Panowie tak sie spieszyli, że rozgniewane byki, poszły … spać. Spóźnienia w tej części świata to normalka. Sama corrida, to rewelacja. Nie zdawałem sobie sprawy, jak to jest niebezpieczne… Może zdjęcia trochę to oddadzą. Przez chwilę jednak trzeba zapomnieć o zwierzęco/humanitarnuch kwestiach i nie myśleć o tym, co myślą, podczas tej zabawy, byki. Dla sprawiedliwości warto podkreślić, że w przeciwieństwie do meksykańskiej i hiszpańskiej corridy, tu byki nie sa ani zabijane ani nawet ranione, czego nie można powiedzieć o dwóch zawodnikach.

Wysłaliśmy tu koło 20 zapytań na couchsurfing i nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Gdy zaczęliśmy się obawiać o naszą “bezhotelową” kontynuację wyprawy, zaprosił nas Myckel. Manager, lokalnego wydania amerykańskiego amazon. Poznaliśmy jego mamę, dwóch braci i siostrę. Zamieszkaliśmy na dwa dni w ich domu. Myckel wyjaśnił nam, że to nie jest kwestia braku gościnności, tylko podejścia do czasu. “Oni na pewno wam odpowiedzą, ale za dwa lub trzy tygodnie” mówił. Hmmm, może i tak, tylko my będziemy już w Panamie.

Ministerstwo Turystyki potwierdziło zdanie naszego gospodarza i natychmiast po przyjściu, zasiedliśmy nad planem atrakcji turystycznych Nikaragui. Jutro zaczynamy. Mamy zdobyć trzy wulkany, i jedno wielgachne jezioro z wyspą i czynnym wulkanem na środku. Zaplanowano nam też lekcje serfowania na falach Pacyfiku i wyposażono w telefon. Także zapraszamy do kontaktu.

Oto nasz numer w Nikaragui: +505 5721 8969.

Przez cały tygodniowy pobyt w Nikaragui jesteśmy pod tym numerem: +505 5721 8969. Tylko proszę pamiętajcie o 8 godzinach rożnicy. Dajcie mi pospać przynajmniej do 7 rano, czyli dzwońcie od 15 polskiego czasu. Tu panuje opinia, że w Nikaragui (a nie na Kubie) jest produkowany najlepszy rum na świecie. Siedmioletni Flor de Cana znakomicie potwierdza tą opinię, więc 7 rano jest dobrym rozwiązaniem.

Kończąc, proszę o wybaczenie za dzisiejszy trochę polityczny blog, ale w sześćdziesiątym dniu wyprawy (łoooł już jesteśmy w drodze 2 miesiące!!!!), można sobie pozwolić. Nie pozdrawiam więc prezydenta Szczecina a serdecznie ściskam pana Michala Zaleskiego, prezydenta Torunia.

TOP

Wrażenie na całej naszej rodzince zrobiły potężne metalowe drzewa “rosnące” na głównych alejach miasta. Najbardziej jednak przeżyliśmy corridę. Pierwszy raz (a to ci heca, znów coś zrobiliśmy pierwszy raz…) w życiu poszliśmy na corridę. Nie popsuło nam humorów 1,5 godzinne opóźnienie z rozpoczęciem. Panowie tak sie spieszyli, że rozgniewane byki, poszły … spać. Spóźnienia w tej części świata to normalka. Sana corrida, to rewelacja. Nie zdawałem sobie sprawy, jak to jest niebezpieczne… Może zdjęcia trochę to oddadzą. Przez chwilę jednak trzeba zapomnieć o zwierzęco/humanitarnuch kwestiach i nie myśleć o tym, co myślą, podczas tej zabawy, byki. Dla sprawiedliwości warto podkreślić, że w przeciwieństwie do meksykańskiej i hiszpańskiej corridy, tu byki nie sa ani zabijane ani nawet ranione, czego nie można powiedzieć o dwóch zawodnikach.

Corrida i metalowe drzewa w socjalistycznej stolicy