Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat








© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 100 dni - podsumowanie

100 dni – podsumowanie

Minęło 100 dni naszej tułaczki po świecie. Rodzinna ekipa czterech osób, która bez wielkich pieniędzy chce przejechać świat dookoła. To nie sposób na urlop, tylko pragienie realizcji marzenia życia: rocznej wyprawy przez wszystkie kontynenty świata. Tułaczka tanimi autobusami. Ciągłe zmiany planów i miejsc noclegów. Codziennie nowa porcja wrażeń przeżywanych z naszymi dziećmi. To preferowany przez naszą rodzinę sposób turystyki. My wybraliśmy taki właśnie pośród wielu innych.

Chcąc wyjechać ze swojego domu możemy w pierwszym lepszym biurze podróży kupić opcję all inclusive i wylegiwać się przez dwa tygodnie w pięciogwiadkowym kurorcie. Są Miłośnicy jazdy konnej spędzają cały urlop w siodle. Znam osoby, które potrafią przejechać całą Polskę nie schodząc z konia. Wielbiciele militariów jedżą po zamkach, fortach i muzeach wojskowych. Turyści religijni odwiedzają Częstochowę, Licheń i Toruń. Turystyka miejska rozwija się w małych I dużych miastach z ciekawą ofertą turystyczną. Pojawiają się nowe rodzaje turystyki. Łowcy huraganów, turyści jeżdżący po miejscach tragedii naturalnych, jak trzęsienia ziemi, powodzie czy pożary.

Backpaking

Backpaking to coś więcej niż turystyka. Dla tysięcy ludzi jest sposobem na życie. Wyjeżdżają na kilka miesięcy, zostajc w podróży kilka lat. Wczoraj spaliśmy w Cali w Kolumbii u rodziny, która gościła dwa argentyńskie małżeństwa, które w drodze byli od siedmiu lat. W Panamie spotkaliśmy chłopaka, który od 2008 roku jeźdżi na rowerze po Amerykach. Słowami “klucz” do backpakingu są: minimalny budżet i chęć zwiedzania świata. Backpakerzy, czyli turyści z plecakiem na plecach używają najtańszych środków transportu, jedzą w barach na ulicy, śpią gdzie popadnie i jadą, jadą, jadą przed siebie.

Podróżując z dziećmi nastawiliśmy się na poznawania świata i ludzi mieszkających w różnych krajach. W kolumbijskiej Bogocie mieszkalismy przez kilka dni u rodziny Rojas. Ojciec rodziny, Hernan przyjął nas jak bliskich znajomych. Luśka od razu zakochała się w jego piesku i każdego dnia wyprowadzała go na specer, ucząc polskiego. Spaliśmy w pokoju syna Hernana, który miał tak samo na imię jak ojciec. Skąd ja to znam… Jedliśmy razem śniadania, chodzilismy na spacery i spędzaliśmy razem wieczory. W niedzielę wieczorem byliśmy na rodzinnej mszy świętej za zmarłą miesiąc temu babcię. Widziliśmy łzy dwóch sióstr, które straciły matkę. Dzieliliśmy z nimi ból z powodu poronienia córki Hernana sprzed kilku dni. Wyjeżdżając czuliśmy, że opuszczamy starych dobrych znajomych.

W Gwatemali spaliśmy u rodziny Sanchez. Wojtek bawił się przez całe dni z swoim rówieśnikiem Joshua a Lusia z Nanni. Z rodzicami zwiedzaliśmy miasto, poznając je od środka. Dla mnie podróżowanie oznacza poznawanie świata i życia innych ludzi. Gdy ograniczymy turystykę tylko do zaliczania kolejnych muzeów, aqaparków i hoteli stanie się bardzo płytka. Podróżowanie powinno umożliwić nowe relacje z ludźmi.

Przez sto dni przejechaliśmy 22 tysiące kilometrów. 14 tysięcy z nich pokonaliśmy w powietrzu podczas 5 samolotowych przelotów. 5 razy spaliśmy w nocnych autobusach a 15 razy skorzystaliśmy z couchsurfingu. 12 nocy spędziliśmy u księży w parafiach a kolejne 20 nocy przespaliśmy w namiotach, najczęściej na plażach. Najbardziej jednak cieszę się z poznania 20 rodzin, które zaprosiły nas do swoich domów.

Zaczęliśmy w Gwatemali. Tu pierwszy raz widzieliśmy piramidy Majów, spaliśmy na wulkanie i kąpaliśmy się w Morzu Karaibskim.

Belize zaskoczyło nas biedą, dużą prestępczością i niesamowitym nurkowaniem w największej, po australijskiej, rafie koralowej.

Potężny Meksyk zweryfikował szybko plany ograniczjąc nasz pobyt do Jukatanu. W Cancun bawiliśmy się z 3-miesięcznym lwem Tobi a w Tulum obserowaliśmy znoszące jaja źółwice. Jedną z nich uratowaliśmykiedy utknęła na plaży. Zgodnie z miejscową tradycją kilka z nich nazywaliśmy imionami naszych babć.

W El Salvator współpracowaliśmy z Ministerstwem Turystyki, które wsparło nas organizując noclegi i zapewniając transport do najwięksych atrakcji turystycznych. Wspinaliśmy się po wulkanach i kąpaliśmy się w gejzerach.

W Hondurasie spaliśmy w San Pedro Sula, które według statystyk jest najniebiezpieczniejszym miastem świata. W stolicy, Tegucigalpa słyszęliśmy każdej nocy strzały i byliśmy świadkami jak wielkie miasto idzie, po godzienie 18.00, spać ze strachu.

Ministerstwo socjalistycznej Nikaragui postanowiło również wykorzystać naszą wyprawę i zapewniło Vip-owskie zwiedzanie państwa, łącznie z lekcjami serfowania po karaibskich falach.

Kostaryka zaskoczyła wysokimi cenami i zaproszeniem do rodziny, spotkanego w autobusie Julio. Spędziliśmy tam 4 wspaniałe dni, podrżujc raz z 80 letnią babcią Irmą do Sanktuarium kostarykańskiej Maryji.

W Panamie trafiliśmy na 100 lecie Kanału Panamskiego i rodzinę Indiry, która przyjeła nas z otwartym sercem.

Na Kubie spaliśmy w Havanie u księży Salezjanów a w Varadero w namiocie, na plaży. Spotkaliśmy się z “Damas en blanco” przekazując im trochę otuchy i nadziei.

W Kolumbii przywitał nas Andrew i przesympatyczna rodzina Rojas.

Przed nami kolejna setka. Jedziemy dalej nie przejmując się kłopotami. Straciliśmy kamerę, okulary, dwie karimaty i parę innych drobiazgów. Udało się nam za to przeprowadzić 18 prezentacji. W każdym kraju spotykaliśmy się z dziećmi, opowiadając im o Polsce, Toruniu i naszej wyprawie. Szczególnie jesteśmy dumni z trzech prezentacji na Kubie, gdzie informacja o innych krajach jest tak trudna do przekazania.

Jedziemy dalej, tworząc historię naszej rodziny. Zapisując w statystyce kolejne kilometry. Dziś dołyżymy kolejną noc w autobusie, którym zbliżamy się do granicy z Ekwadorem.

TOP

Minęło 100 dni naszej tułaczki po świecie. Rodzinna ekipa czterech osób, która bez wielkich pieniędzy chce przejechać świat dookoła. To nie sposób na urlop, tylko pragienie realizcji marzenia życia: rocznej wyprawy przez wszystkie kontynenty świata.

100 dni - podsumowanie