Dziś, na pustynnej drodze do płaskowyżu Nasca, pierwszy raz otarliśmy się o złodziejstwo. W trakcie tej wyprawy straciliśmy już kilka razy nasze wyposażenie. Poszedł w dym mój świetny śpiwór, okulary przeciwsłoneczne, 3 karimaty, opakowanie na aparat fotograficzny i inne drobiazgi. Wszystkie te rzeczy sami jednak, gdzieś zapodzialiśmy w autokarach, taksówkach lub noclegach. Tym razem jednak zainteresowało się nami dwóch złodziei.
Najpierw przemile i usłużnie pomagali nam zająć miejsca w autokarze a potem, dokładnie nad naszymi głowami zabrali się za nasze małe plecaki. Podróżujemy z 6 plecakami. Każdy ma duży plecak a rodzice dodatkowo mają mniejsze torby na sprzęt. Właśnie z jednego z tych małych wyciągnęli laptop.
Uratowała nas rutynowa kontrola policyjna. W Peru, podobnie jak w innych krajach Ameryki Południowej jest wiele drogowych punktów kontrolnych. Gdy policjanci weszli do autokaru i zaczęli każdego podróżnego prosić o dokumenty, nasi przemili sąsiedzi podali nam małe plecaki i osobno komputer. To nas właśnie zastanowiło. “Hej Lizka, dlaczego twój laptop jest wyciągnęty z pokrowca?”- zapytałem. Nie od razu zrozumieliśmy o co chodzi, bo mając dwójkę pomysłowych dzieciaków jesteśmy co chwila czymś zaskakiwani. Gdy jednak poproszony o dokumenty Francuz stwierdził, że brakuje mu 800 euro zaczeliśmy łączyć fakty.
Udało się tym razem nic nie stracić. Uciekły 2 godziny, bo policja wyciągneła Francuza, złodziei i nas przed autokar i rozpoczęła przesłuchania.
Rano ropoczęliśmy zwiedzanie i szybko stwierdziliśmy, że to bardzo brzydkie miasto. Brak zieleni. No bo jak ma coś wyrosnąć, jak tu nigdy nie pada deszcz. Zresztą na całym wybrzeżu peruwiańskim deszcz jest totalną żadkością. Miasto jest pełne małych taksówek. Myślę, że 90% jeżdżących po Nasca samochodów, to Tico, Matizy lub riksze. W samym centrum nic ciekawego. Niskie nieotynkowane budyneczki, jak w setkach mijanych przez nas wcześniej miejscowościach. Nie dla budynków jednak przyjeżdża tu tysiące turystów. Linie płaskowyżu Nasca są znane na całym świecie.
Kto je narysował? Jak to zrobił? Jak można było narysować kilkaset lat przed Chrystusem linie o długości 60 metrów. Przecież można je dobrze zobaczyć z kilometra wysokości…. Po co komu było się tak męczyć i rysować dziesiątki długich linii i dziwnych figure geometrycznych?
Od kilku tysięcy lat naukowcy zastanawiają sie nad pochodzeniem rysunków. Małpa, koliber, trójkąt, wieloryb, pająk, kondor, pies. Najlepszy jest rysunek numer 4., który przedstawia UFO-ludka. Dobrze napisałem nie “przypomina”, tylko dokładnie przedstawia UFO-ludka. Czyżby to on zaznaczył miejsce, gdzie mają kiedyś wylądować jego kumple z innej planety...
A może to kalendarz? Może nawiązanie do mistycyzmu andyjskich narodów? Niektórzy twierdzą, że użyto w rysunkach linie o jednostce 3,34, czyli świętej liczby “PI”. Sam nie wiem. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale warto było wynająć samolot i samemu oglądnąć jedną z największych zagadek świata.