Już jutro zaczynamy. Jedziemy do wykopalisk imperium ludu, który został podbity przez Inków. Kalejdoskop przygód trwa nadal. Wczoraj zdobywałem wulkan i na wysokości 3 tysięcy metrów n.p.m. przechodziłem przez lasy chmurowe a dziś, za szybami autokaru pędzącego z granicy peruwiańsko-ekwadorskiej, widzieliśmy piaskową pustynię. Jutro, w drodze do wykopalisk Chan chan wykąpiemy się w Pacyfiku.
Jesteśmy w Trujillo. Zatrzymaliśmy się na 2 noce u Cristyny. Poznaliśmy się 2 miesiące temu w San Salvadorze. Byliśmy gośćmi Jose, kolegi Cristyny. Podczas kolacji padł żart, że kiedyś wpadniemy też do niej. “Nieopatrznie” nas zaprosiła i teraz ma kłopot.
Mieszkamy z jej córką Aleksandrą (która ma 12 lat jak Wojtek, ojojojoj), co jest przedmiotem niekąńczących się dziś żartów Luśki oraz mamą, tatą i braćmi. Znów wpadamy w życie innej rodziny.
Trujillo jest starym, kolonialnym miastem. Centrum, do którego dziś zabrała nas Cristina, jest przepiękne. Kolorowe, drewniane budynki pamiętają hiszpańskich konkwistatorów. Ja będę pamiętał smak kotleta, który zjadłem w świetnej restauracji i lokalnego drinka. Opłacało się podróżować tu z Ekwadoru, przez 18 godzin.