W Nasca byliśmy też w “Necropolis Chauchilla”- przedinkaskim cmentarzu, gdzie widzieliśmy mumie. Pierwszy raz dzieci tak blisko doświadczyły śmierci, jako kolei życiowej. Porozmawialiśmy sobie też o końcu każdego z nas.
Dla społeczności przedinkaskiej śmierć nie była końcem. Śmierć to przejście pomiędzy dwoma rzeczywistościami. Zmarłych chowano na siedząco, żeby byli gotowi do nowego życia. Najpierw zmarłego pozbawiano wnętrzności a potem wysuszano na słońcu. Gdy delikwent był już gotowy, przechodzono do kolejnego etapu, który polegał na wędzeniu…
Uwędzonego nieboszczyka chowano na pustyni wraz z jego ulubionymi rzeczami. Chodząc po nekropolii widzieliśmy wiele wysuszonych mumii, pojedynczych kości i osobistych rzeczy. Pustynia w tym miejscu jest dosłownie usiana pozostałościami ludzkich szczątków. Gdy robiłem zdjęcie Wojtkowi, Luśka podeszła do mnie i zapytała “tatusiu, mogę sobie to wziąć do zabawy?” Z przerażeniem stwierdziłem, że trzyma w ręku górną część ludzkiej czaszki.
Mumie można było dotykać. Są kąmpletnie niezabezpieczone. Stoją a raczej siedzą w grobach na pustyni.
Wieczorem poszliśmy z Wojtkiem zobaczyć inkaskie aquadukty. Po 30 minutowym marszu i krótkim autostopie dotarliśmy do glinianych zabudowań. Zwiedzając zainteresowaliśmy się wysoką górą, na tyłach turystycznej trasy z zakazem wstępu. Musieliśmy ją zdobyć. Z dumą wróciliśmy do domu, ale po pokazaniu zdjęć gospodarzom okazało się, że to nie były aquadutkty, tylko jakieś inne ruiny... Cóż wyjedziemy z Nasca, nie widząc “wodnej drogi”.
Wypiliśmy za to razem z Wojtkiem sok z czarnej kukurydzy. Wojtkowi smakował świeży soczek, przypominający smakiem czarną porzeczkę a ja wolałem wersję dla dorosłych: jego sfermentowaną odmianę. Nie był to jednak jeszcze alkohol. Zbliża się święto Beaujolais Noveau i młode wino byłoby jak na miejscu. Podali mi sok jakby w połowie fermentacji. Coś jak sok owocowy zostawiony na 2 lub 3 dni w szklance... Cóż, mają tu swoje smaki :)
Widzieliśmy też na pustyni przepiękny i niestety smutny, bo chyba opuszczony cmentarz katolicki. Krzyże z koroną cierniową z drutu kolczastego na środku pustyni robiły niesamowicie smutne wrażenie. Luśka nie rozumiejąc, że tu NIDGY nie pada deszcz zapytała: "tato, a nie mogą im posadzić jakiś kwiatków?"
Myślę, że Nasca jest trochę pomijana w rankingach ciekawych miejsc w Peru. Czytaliśmy, że to miejsce na maksimum jedną noc. Choć samo miasto jest brzydkie, to wokół jest mnóstwo atrakcji. Widzieliśmy tu np. “Cerro Marcha” zwaną też “Duna Grande” - największą wydmę świata. Stoi sobie obok skalistych gór, wysoka na 2,5 tysiąca metrów n.p.m., kupa piasku. Można ją podziwiać z każdego miejsca w Nasca.
Żałując, że nie zostajemy w Nasca choćby 1 dzień dłużej pojechaliśmy do Arequipy.