Wyprawa dookoła świata z dziećmi | Łopacińskich Świat







© 2014 Łopacińskich Świat. All Rights Reserved.
Żadna część tego serwisu internetowego
nie może być kopiowana lub dystrybuowana
w żadnej formie bez pisemnej zgody
właściciela serwisu.
Projekt i wykonanie:
Studio reklamy ADGRAPE

Home / Blog rodzinny / 06.10.2014 - 03.11.2014 Peru / Cuzco pępkiem świata Inków

Peruwiańczycy mówią na Cuzco “El ombligo del mundo” – pępek świata. W języku Inków quechua Cuzco znaczy pępek, ale nie swiata. Przydomek “świata” jest oby i sugeruje niepasujący do kosmologii andyjskiej, akcent wyższości. Dla nas może nie było “pępkiem podróży”, ale ważnym etapem na drodze do Machu Picchu.

Wiele się nasłuchaliśmy o tej starej inkaskiej miejcowości. Wjazd autobusem jednak przez nowe dzielnice nie potwierdził tych opowieści. Bieda, nieotynkowane budynki, bród i tłok na ulicach - jednym słowem peruwiańskie kontrasty i omylny obraz biedy w kraju, gdzie kilogram ryby kosztuje poltora sola (pół dolara).

Piękno znaleźliśmy, ale dopiero gdy wjechaliśmy do starego miasta Cuzco, które jest czarującym obrazem wielkości państwa Inków. Stare miasto, nawet po ingerencjach architektury hiszpańskiej w dalszym ciągu jest świadectwem oryginalnych zasad architektonicznych, stosowanych przez tą cywilizację.

Miasto ma kształt pumy, która w ikonografii andyjskiej jest wzniosłym przedstawicielem kosmosu, jako miejsca życia ludzi. Głowę przedstawia centrum ceremonialne i obserwacji astronomicznej Sacsayhuaman. Ogon tworzy połączenie dwóch rzek Tulumaju i Saphy. To rozplanowanie budowy miasta jest znakomitym wyrazem kosmologii andyjskiej, która opierała się obserwacjach astronomicznych ruchu słońca.

Im dłużej chodziliśmy po starym mieście Cuzco, tym bardziej zakochiwaliśmy się w nim. Podróżując z dziećmi nieczęsto zachwycamy się obiektami architektonicznymi. Nawet stare wykopaliska nie są dla dzieci jakoś mocno interesujące. Lusia przed większością muzeów pyta, czy nie mogłaby zostać na ulicy i pobawić się patykami… Chodząc jednak po starym mieście, spacerujc po Plaza del Armas, przeciskając się po wąkich uliczkach okolic Mercado San Pedro nie sposób było nie podziwiać piękna miasta i wiedzy jego architektów.

Inkowie traktowali jezioro Titicaca, jako ich Pakarinę, czyli miejsce pochodzenia. Wyszli z wysp Słońca i Księżyca na poszukiwanie obszerniejszych terytoriów do rozwoju. Zakładając Cuzco uważali, że to miejsce zostało odkryte przez dualną parę Mama Occlo i Manco Capac. Orientacja astronomiczna miasta powoduje, że w dniu przesilenia zimowego pierwsze napromieniowanie słońca, uderza w głowę pumy a następnie w ogon i stąd kolejno ulice usytuowane w kręgosłupie pumy. Jedna po drugiej oświetlają się, aż do głowy. Jest to efekt świetlny zauważalny do dziś.

Obecność zwierząt w peruwiańskiej ikonografii nie ograniczała się tylko do pumy. Kondor był symbolem boskości, śmierci i odrodzenia. Traktowano go za posłańca duchów a wąż symbolizował świat podziemia. Wszystkie trzy razem, wąż, puma i kondor nawiązywały do trzech otaczających nas światów: UJU PACHA (wąż) , KAY PACHA (puma), HANAG PACHA (kondor).

Związek Inków a potem współczesnych Peruwiańczyków z ich wiekową tradycją jest tak silny, że narzucone przez hiszpanów chrześcijaństwo jest przyjęte tylko powierzchownie. Na każdym lokalnym rynku, spotykamy stragany z “świętymi rzeczami”, typu płody lamy, węże w zalewie, ususzone łapy królika, święte dzwonki i mikstury zapewniające powodzenie kupującym.

Każda miejscowość w Andach ma w ciągu roku swoje święto, które przede wszystkim składa się z prastarych obrzędów. Rozpoczyna się jednak zawsze od … mszy świętej. Ta mieszanka jest szczególnie widoczna właśnie w Cuzco. Jednym z największych obrazów w przepięknej katedrze na Plaza des Armas jest wizualizacja ostatniej wieczerzy, gdzie autor zamiast chleba namalował… świnkę morską. Nad ołtarzem wisi krzyż z postacią Jezusa Chrystusa, który obleczony jest skórą lamy… Jesus jest czarny, gdyż używany w procesjach krzyż, zmienił kolor pod wpływem promieni słonecznych. Dużym powodzeniem cieszy się tu dziwne święto Halloween. Byliśmy w szoku, gdy 30 października tysiące przebranych za diabły, wampiry i czarownice mieszkańców Cuzco wyszło na ulice.

Mocno zakorzenieni w tradycjach Peruwiańczycy zadziwiają nas “zimnymi” relacjami między sobą. Bardzo trudno jest zauważyć na ulicach przytulających się ludzi. No może oprócz całujących się nastolatków, którzy zaczynają swoje przygody dużo wcześniej niż ich europejscy koledzy. Mamy nie przytulają swoich dzieci. Nie używają wózków i noszą dzieci w zawiniątkach na plecach (gdzie dziecko czuje ciepło macierzyńkie). Dając dzieciom namacalnie odczuwać swoją obecność, zapominają o ważnych w wychowaniu gestach. Akt całowania dziecka, głaskania i przytulania obserwuje się niestety na ulicach bardzo żadko.

Podczas wielu rozmów z Anibalem zastanawialiśmy się czy nie jest to konsekwencja braku andyjskiego prawa Yanantin, w którym najważniejsze są dualne relacje pomiędzy jednostkami. Yanantin wspiera w założeniach otwartość na drugiego człowieka i popycha jednostkę do pomocy drugiemu. Obserwując brak gett biedoty, jak favelas w Rio, challampas w Santiago, villas miseria w Buenos Aires czy los ranchos w Caracas można dywagować dlaczego w Peru nie ma takich miejsc pomimo migracji milionow ludzi z Andów do pustynnych terenów.

Do dziś obserwuje się w niektórych endogenicznych społecznościach (np. Indianie Uros na świętym jeziorze Tikicaca) społeczne wychowanie dzieci. Relacje rodzicielskie są traktowane na równi z kontaktem z innymi, odpowiedzialnymi za wychowanie dzieci, członkami lokalnej społeczności. Rodzina jest z jednej strony traktowana, jako bardzo ważny element budujący wiekszą grupę, ale z drugiej strony sama relacja pomiędzy rodzicami i dziećmi jest dosyć słaba. Młodzi ludzie na wyspie Taquile mogą się próbować… To znaczy wiążą się na dwa lata w próbne związki w celu sprawdzenia się, czy będą w stanie ze sobą przeżyć całe życie.

Współczesne Peru ma wielki problem z rodziną i edukacją. Nasze doświadczenia z nauczycielami podczas wycieczki na Machu Picchu nie odbiegają od standardowych relacji pomiędzu uczniami i ich pryncypałami. Wypicie drinka z nastoletnim uczniem należy tu do normalnych i akceptowalnych zachowań…Cierpią na tym dzieci. Odwiedzając salezjańskie oratoria pomocy nieletnim obserwujemy konsekwencje, które odczuwają dzieci. W centrum w Limie żyje 60 dzieci z rozbitych rodzin. Oratorium w Arequipie przygarnęło 45 chłopców a w ośrodku w Calca, pod Cuzco żyje 40 dzieci, które widzą swoich rodziców raz w roku.

Peruwiańczykom trudno też jest dostosować się do zarządeń, obowiązującego prawa i regulacji społecznych. Widać to na ulicach, gdzie nikt nie respektujue choćby najbardziej podstawowych zasad ruchu drogowego. Autobusy nie mają ustalonych przystanków. Zatrzymują się wszędzie tam, gdzie żąda pasażer. Nawet, gdy to będzie środek ulicy, przejście dla pieszych czy początek zielonego światła na skrzyżowaniu. Piesi boją się wchodzić na ulicę, nawet na zielonym świetle, bo czują się tam intruzami a auta jadą nieprzerwanie nie przejmując się kolorem semaforów.

Czas biegnie dalej. Peru ma przed sobą wspaniałą przyszłość a my kolejne etapy podróży. Ostatniego wieczoru zostawiliśmy z Lizką dzieci w oratoriumw Calca i pojechaliśmy do starego miasta Cuzco, przyglądnąć mu się na pożegnanie. W Peru spędziliśmy prawie cały miesiąc. To najdłuższy okres w jednym miejscu, podczas całej wyprawy. Wspominając nasze przygody jesteśmy pewni, że w pełni zasługiwało na ten czas. Zobaczylismy tu niesamowite rzeczy i poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy ułatwili nam poznanie Peru. Nie wyobrażam sobie inaczej zwiedzać tego państwa, jak nie z Marią Kralewską i Anibalem Canchaya Moya. Żegnamy się z Peru i jedziemy do Boliwi.

TOP

Cuzco z początku odpychające, czaruje potem każdego, kto tu przyjedzie. Nas też oczarowało.

Cuzco pępkiem świata Inków