Wyglada na to, że to będą takie małe Stany. W sklepach leżą na półkach wielkie opakowania jedzenia. Lody kupuje się na wielkie wiadra a ludzie są otyli i jeżdżą pik-upami. Dla nas to ok, łatwiej poruszać się będzie autostopem.
Zatrzymujemy się w małej wiosce obok San Ignazio, Balckmann Edie. Nasza gospodyni, pani Audrey mieszkała przez 30 lat w UK i na starość wróciła do ojczyzny. Ma tu wielki teren, 5 koni, 3 psy, 2 koty i pełno innych zwierzaków. Śpimy w amerykańskim big big-vanie campingowym z dobudowanym patio. W bambusowym dachu mamy 2 gniazdka ptaszków, 4 nietoperze i kilkanaście jaszczurek.
Po 2 tygodniach w Gwatemali należy nam się przecież troche odpoczynku. Jutro jedziemy zobaczyć jaskinie. To jedna z większych atrakcji Belize. Trzeba zabrać ze sobą latarki i kąpielówki. Wycieczka zapowiada się super.
Belize ma być naszym mocnym turystycznym akcentem. Najpiękniejsza i największa rafa koralowa na świecie, karaibskie plaże i mili ludzie. Jeśli wszyscy będą tacy, jak pani Audrey, to jest OK.